Celny opis rzeczywistości

Skuteczna kreacja przyszłości

  • Z weteranami batalionu Armii Krajowej „Miotła” spotkali się – dziedziczący tradycje tego oddziału – żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów, ich amerykańscy partnerzy z Zielonych Beretów oraz kibice „Legii”. O spotkaniach w takim składzie piszę systematycznie od dłuższego czasu. Więc tym razem odnotowuję to z kronikarskiego obowiązku. Głównie dlatego, żeby pokazać, iż szacunek dla poprzedników, podtrzymywanie tradycji oraz więzi między pokoleniami specjalsów są dla żołnierzy ppłk. „Białego” – dowodzącego zespołem „współczesnych Miotlarzy” – czymś absolutnie naturalnym, wpisanym w służbę w mundurze.

  • Po polsku i angielsku składano sobie życzenia w czasie wielkanocnego spotkania środowiska żołnierzy Batalionu AK „Miotła”. Weterani zaprosili bowiem do siebie żołnierzy z Zespołu Bojowego A Jednostki Wojskowej Komandosów oraz współdziałających z nimi żołnierzy z amerykańskich Sił Specjalnych.
    – Jesteśmy zaszczyceni, że możemy się spotkać z weteranami walczących w czasie II wojny światowej o wolną Polskę, których tradycje dziedziczą nasi towarzysze broni z Iraku i Afganistanu – powiedział dowódca Amerykanów. Sprawność i poświęcenie żołnierzy Armii Krajowej, sprawność organizacyjna, umiejętność sprawnego operowania na terenie własnym, zajętym i terroryzowanym przez przeciwnika – zawsze robiła wrażenia na naszych sojusznikach zza oceanu. Teraz US Special Forces sami mogli spotkać się i porozmawiać z weteranami tworzącymi fenomen polskiego Państwa Podziemnego.

  • Przygotowanie do walki w bliskim kontakcie. Działanie w kilkuosobowych grupach na terenie w pełni kontrolowanym przez przeciwnika. Operacje wymagające od wykonawców żelaznej psychiki. Wbrew pozorom nie jest to opis zadań współczesnego żołnierza jednostki specjalnej. Tak można opowiedzieć o przeznaczeniu konspiratorów z batalionu „Miotła” Armii Krajowej.
    – Zasada jest taka: najpierw walisz gdziekolwiek, byle gość się przewrócił. A drugim strzałem poprawiasz w głowę. Ale to trzeba robić umiejętnie. Zbyt duży dystans nie gwarantuje trafienia, a strzał ze zbyt bliska mógł spowodować, że się człowiek krwią upaskudził – wyjaśnia starszy, sympatyczny pan.

  • Ona przeszła przeszkolenie medyczne w okupowanej Warszawie. Uczyli ją instruktorzy konspiracyjnych Szarych Szeregów. Siedemdziesiąt lat później on edukował się w Stanach Zjednoczonych na zaawansowanym kursie dla paramedyków sił specjalnych. Oboje są ratownikami pola walki. Ona pomagała w czasie wojny w Warszawie. On na misjach w Macedonii, Iraku i Afganistanie. Mimo różnicy wieku doskonale rozumieją się rozmawiając o tym, co dziś nazywamy Tactical Combat Casualty Care (TCCC), a kiedyś „zasadami ratowania rannego żołnierza”.

  • – Myśmy mieli pozamiatać, usunąć śmieci z Warszawy. Stąd nazwa oddziału. To nie była przyjemna robota. Nie tak sobie wyobrażałem moje zadania. Ale ktoś to musiał robić – wyjaśnia Roman Staniewski z „Miotły” W sobotę weterani oraz dziedziczący ich tradycje specjalsi z Jednostki Wojskowej Komandosów spotkają się z okazji siedemdziesiątej rocznicy powstania batalionu „Miotła”. Będzie […]