Przy padającym śniegu i mrozie dochodzącym do -8 stopni zamarzały batoniki energetyczne, ustniki i wężyki od camelbaków, napoje były tak zimne, że trudno było je pić. A do przebiegnięcia było 101,5 kilometra. Tegoroczna „Setka Komandosa” była szczególnie trudna do pokonania. Na liście startowej znajdowały się 222 nazwiska (w tym 15 kobiet), na metę zgłosiło się 202 zawodników. W ciągu 20 godzin mieli pokonać całą trasę. W trakcie odpadło 35 ludzi.


– Do urazów przyczyniły się przede wszystkim warunki pogodowe. Zawodnicy mieli pokonać pięć pętli, dlatego najlepiej biegło się na początku. Potem trasa była coraz bardziej wydeptana i zmrożona. Bardzo łatwo było o upadek. 14 osób naciągnęło ścięgna, mięśnie i stawy, u trzech odnowiły się dawne urazy, 6 dopadła hipotermia, 11 pokonała pogoda – wylicza Zbigniew Rosiński, wiceprezes organizującego imprezę Wojskowego Klubu Biegacza „Meta” z Lublińca. Bieg zorganizowano w nocy z 16 na 17 marca 2018 r.

Zawodnicy przed startem.

Najpoważniejszy uraz miała Ewa Kasierska, legendarna, 70-letnia biegaczka „Mety”. – Potknęła się, bo śnieg zakrył głęboki dołek na drodze. Uderzając o zmarzniętą ziemię poczuła chrupnięcie w barku. Leżała jęcząc z bólu. Biegnący za nią zawodnik chciał pomóc i też wpadł w ten sam dołek. Ewa jest twarda, pobiegła dalej. Na punkcie przepakunkowym pomagaliśmy jej zdjąć mundur. Nie narzekała, przeliczyła sobie czas i postanowiła biec dalej. Prowizorycznie usztywniliśmy rękę, włożyliśmy ocieplacze chemiczne pod ubranie i Ewa ruszyła na trasę. Na kolejnej pętli znowu się przewróciła. Po jej pokonaniu ból nie ustępował, więc dała się namówić na konsultację medyczną, po niej zeszła z trasy. Już w szpitalu okazało się, że miała kilkukrotnie złamany obojczyk z przemieszczeniami uszkodzonych kości. Z takimi obrażeniami przebiegła 30 km! – kontynuuje Zbigniew Rosiński.
Ratownicy odwożący Ewę do szpitala byli świadkami zderzenia czołowego dwóch samochodów. Udzielili pomocy poszkodowanym, poczekali na przyjazd kolejnej karetki pogotowia i ruszyli z biegaczką na chirurgię.

Po zważeniu plecaki trafiały do depozytu.

Zasady biegu są jasne. Pierwsze 20 km zawodnicy biegną w mundurach, wysokich wojskowych budach i plecakiem o wadze 10 kg. Po pierwszej pętli mogą zdjąć plecak, by kolejną pętlę pokonać tylko w mundurach. Ostatnie 60 km można przebiec w stroju sportowym.

Przed startem.

– Był mróz, śnieg, pot i zły. Dosłownie, bo jeden z zawodników usiadł po przebiegnięciu mety i rozpłakał się ze szczęścia. Trasa była niesamowicie trudna, ale ludzie nie narzekali – kończy Zbigniew Rosiński.

Na trasie największym zainteresowaniem zawodników cieszyła się gorąca herbata.

W trakcie „Setki” zawodnicy najchętniej sięgali po gorącą herbatę wystawioną w termosach. W sumie pochłonęli aż 360 litrów tego płynu. Co ciekawe, wypili tylko 20 litrów kawy i 25 litrów napojów izotonicznych. A po zakończeniu biegu największym wzięciem cieszyły się kromki chleba z grubą warstwą domowego smalcu.

Organizatorzy ustalili, że limitem na pokonanie trasy będzie 20 godzin.

Wyniki mężczyźni:
1. Sierż. Artur Pelo (7. Brygada Obrony Wybrzeża), czas: 8 godz. 55 min. 24 sek. (rekord trasy);
2. Daniel Stroinski (RMF4RT OCR, Rybnik), czas:9 godz.54 min. 24 sek.;
3. St. kpr. Duchnowski Łukasz (15. Giżycka Brygada Zmechanizowana), czas: 10 godz.10 min. 52 sek.

Medale wręczali: gen. bryg. Ryszard Pietras, były dowódca Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu, obecnie dowódca 21. Brygady Strzelców Podhalańskich (po prawej) i przedstawiciel Jednostki Wojskowej Komandosów (po lewej).

Wyniki kobiety
1. Bereznowska Patrycja (Ossów), czas: 10 godz.38 min. 6 sek. (rekord trasy);
2. Paulina Kurdyk (xRunners, Kalisz), czas: 11 godz.57 min. 20 sek.;
3. Joanna Lorenc (Endorfiny, Wąsosz), czas: 12 godz. 4 min. 47 sek.

Posiłek regeneracyjny dla zawodników.

W sumie zawodnicy wypili 360 litrów herbaty, 20 litrów kawy i 25 litrów izotoników.

Odpoczynek po biegu.

Zwycięzcy „Setki Komandosa”. Z tyłu dwójka organizatorów: „Zyga” i „Prezes”.

Jedyny taki medal w Polsce.